Jak na Erasmusa przystało trzeba się zarejestrować w dziekanacie uniwersytetu przyjmującego. W sumie najpierw jest rejestracja ogólna, potem w specjalnym oddziale dla Erasmusów i na koniec na wydziale. Trochę sobie pobiegałem od jednego biurka do drugiego, ale wszyscy byli mega mili. Z angielskim różnie to u nich bywa. W głównej rejestracji pani nie znała nawet słowa "student card". Na wydziale prawa już trochę lepiej, ale zrozumiałym angielskim posługiwali się tylko w biurze Erasmusa. Nie ma się czemu dziwić, bo przecież nie przyjechałem tu studiować po angielsku. Mam nadzieję, że jak będę wyjeżdżał, to mój hiszpański pozwoli mi na zamienienie kilku słów z paniami w dziekanacie.
Tym bardziej cieszę sie z kursu, który uniwersytet organizuje za friko. Dzisiaj miał miejsce test, który składał się ze 100 pytań. Po 50 spojrzałem na Paula, który siedział przede mną i stwierdziliśmy, że trochę przesadzili z ich liczbą. Nie był jakiś mega trudny, ale jak przyszło do rozwiązywania pytań z rozróżnieniem czasów to prowadził mnie tylko instynkt. Na końcu jeszcze krótki list do napisania i jeszcze krótsza rozmowa. Wyniki chyba w poniedziałek.
Po wczorajszym niepowodzeniu imprezowym dzisiaj już na pewno znajdziemy klub i poznamy choć kilka procent tego 1000 Erasmusów...
A tu jeszcze salon i kuchnia:
Kawałek na dziś: fLako feat Dirg Gerner - Need You
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz