Segovia to małe miasteczko godzinę drogi od Madrytu. Słynne ze swojej katedry, zamku i akweduktu wybudowanego jeszcze przez Rzymian. W zasadzie to wszystko. Segovię można zwiedzić w 1/2 dnia i wrócić do domu. Tak też zrobiliśmy.









W ostatni weekend odwiedziłem mojego starego znajomego Mario, który pewnie właśnie teraz podróżuje po Wietnamie. Mario organizował impreze pożegnalną, a to dlatego że przez następne pół roku będzie studiował na Filipinach. Zaprosił mnie na weekend do Bilbao, więc nie mogłem odmówić, zwłaszcza, że odwiedziłem go w zeszłym roku i było bardzo miło.
Do Bilbao przyjechała też Marta z Włoch, którą również znam z wolontariatu w Portugalii. Udało nam się więc spotkać raz jeszcze, tym razem w Hiszpanii.
Oprócz pożegnalnej imprezy były też urodziny siostry Mario, tak więc miałem okazję uczestniczyć w przepysznym obiedzie z całą, liczną rodziną. Była babcia, dziadkowie, wujostwo, kuzyni itd. Jedzenie był naprawdę wyśmienite. Krewetki, pasztety, mięsko, potem tort i inne typowo hiszpańskie słodkości. Mama Mario podała coś w stylu naszych chruścików, ale większe i nie takie delikatne. Niestety nie pamiętam jak się nazywały.
Oczywiście przez te 3 dni zwiedziam też Bilbao. Mario zabrał nas do świetnego baru, do którego pewnie nigdy bym nie wszedł. No i znowu pyszne jedzenie...
Oprócz tego, wiadomo, muzeum Guggenheima:



W niedzielę rano poszliśmy z Martą na Plaza Nueve na jarmark, na którym sprzedawane są przede wszystkim ptaki, ale oczywiście były też i płyty. 2 kupione przeze mnie...



Wieczorem w sobotę pojechaliśmy też na plażę niedaleko Bilbao. Woda zimna, ale widoki piękne...