26.9.09

Cookin' On 3 Burners - Live in Madrid



Wczoraj oprócz kolejnego dnia penetracji Madrytu wybrałem się też na koncert zespołu funkowego z Australii - Cookin' on 3 Burners, którzy kończą właśnie europejską trasę razem z Kylie Auldist. Grali mega fajnie, Kylie ma świetny głos i w ogóle było bardzo miło. Koncert odbył się w klubie Tempo, który na pewno odwiedzę jeszcze nie raz, bo program mają naprawdę bogaty...

Dla zainteresowanych linki:

Cookin' on 3 Burners

Kylie Auldist

I jeszcze nagrany przeze mnie filmik z koncertu:

Omlet z ryżem


Proste i smaczne. Gotujesz ryż. W międzyczasie rozbijasz jajka (2-3) do miski, mieszasz z warzywami, które lubisz, np. kukurydzą i fasolką. Solisz, pieprzysz. Jak ryż się ugotuje, to wrzucasz go na rozgrzaną patelnię z tłuszczem. Zaraz potem jajka z warzywami i przykrywasz patelnie. Nie wiem ile dokładnie robi się omlet, ja zrobiłem to na oko i wyszło bardzo smacznie. W każdym razie jajko musi się ściąć, bo nikt surowego jajka jeść nie chce...

Buen provecho!

Święto na Calle Colegios


W poniedziałek w Alcali było wielkie święto kościelne. Szła procesja, były przemowy, grała orkiestra wojskowa. A że mieszkamy naprzeciwko kościoła to setki ludzi zebrały się właśnie pod naszym domem. (Zdjęcia tylko dwa, bo właśnie wtedy padła mi bateria)

A tak, od paru dni, wygląda niebo nad Alcalą...

 

La noche en blanco


19 września miała miejsce w Madrycie "La noche en blanco". To coś w stylu nocy muzeów w Polsce. Tylko że w Madrycie:

1. Uczestniczy w tym znacznie więcej ludzi (za dużo!)

2. Jest dużo więcej atrakcji. Muzea są otwarte, ale oprócz tego na ulicach grają orkiestry, odbywają się happeningi, przedstawienia itp. To tak trochę jak jednodniowy Festiwal Malta tylko że w Madrycie. 

3. W Muzeach jest tyle ludzi, że tak naprawdę nie da się zwiedzać.

My stwierdziliśmy, że zwiedzanie odłożymy na inny dzień i po prostu chodziliśmy sobie po Madrycie. A to byliśmy przy pałacu królewskim, a to przy Sol, a to w dzielnicach Chueca czy Malasaña & Conde Duque. Szczerze mówiąc podobało mi się tak sobie bo ilość ludzi była po prostu przerażająca. Kto lubi przeciskać się między tłumami ten powinien przyjechać do Madrytu na La noche en blanco za rok...

13.9.09

Madryt - ciąg dalszy

Kolejne odwiedziny w Madrycie. Choć jestem tu dopiero drugi raz od czasu przyjazdu do Hiszpanii, to już wiem, że to miasto będzie ostro walczyć o pierwsze miejsce na liście moich ulubionych miejscówek (Berlin ma się czego obawiać). I tak przez kilka godzin odwiedziłem:

Caixa Forum. Mega fajne miejsce znane z ciekawych wystaw, spotkań, projekcji filmów i koncertów. Ja sam trafiłem na super wystawę prac Richarda Rogersa, jednego z najbardziej znanych architektów świata. To właśnie ten pan z pomocą innych zaprojektował Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu, Centre Georges Pompidou w Paryżu czy lotnisko Barajas w Madrycie. 



I jeszcze ogórd w pionie, zaprojetkowany przez Patricka Blanca. Składa się z 15 tysięcy roślin, 250 gatunków, na powierzchni 460 m2. Bez komentarza:

A potem...

Główny budynek poczty (mogę się założyć, że poczta działa tutaj lepiej niż w Polsce):

Królestwo najlepszych lodów na świecie:

Pierwszy sklep z płytami, jaki znalazłem w Madrycie:

A takimi busikami można się przemieszczać po stolicy:


To tyle na dziś, kolejna wyprawa do Madrytu na pewno w przyszłym tygodniu na "La Noche En Blanco", czyli hiszpańską noc muzeów. 


10.9.09

Madrid!

W niedzielę dosyć spontanicznie stwierdziliśmy, że jedziemy do Madrytu. Nie jest to jakaś wielka wyprawa, więc takich spontanicznych decyzji będzie pewnie sporo. Żeby dostać się z Alcali do Madrytu wystarczy wsiąść w tzw. Cercanías i przygotować się na 35 minut jazdy w klimatyzowanym wagonie. Wysiadka na stacji Atocha, która jest najoryginalniejszą i tym samym najfejniejszą stacją na jakiej byłem. Powód: olbrzymi ogród na samym jej środku! 

W drodze do najfajniejszego miasta w Hiszpanii (udowodnie co po niektórym, że Madryt jest fajniejszy niż Barcelona!) stwierdziliśmy, że zrobimy turystyczny tour, a to m.in. dlatego, że Matteo nie był nigdy w stolycy. W ten sposób zaliczyliśmy klasyczne punkty miasta Madryt.

Estación de Atocha - największy dworzec kolejowy w Madrycie. Dworzec ten jest największą stacją kolejową w Hiszpanii. Spośród wszystkich 15 peronów tylko 4 posiadają szeroki iberyjski rozstaw torów, nastomiast pozostałe 11 posiadają normalny międzynarodowy rozstaw torów, związane to jest ze związanym popytem oraz ciągłą rozbudową linią wysokich prędkości AVE w całej Hiszpanii, których to dworcem głównym jest Madryt Atocha

W 1888 r., rozpoczyna się budowa nowej stacji, pod kierownictwem Alberto de Palacio, którym był współpracownikiem Gustava Eiffla. Budowa trwała 4 lata. Dworzec ten jest uważany za arcydzieło w XIX w. architektury kolejowej. Z czasem stacja się rozrosła, dobudowano nowoczesną część dworca jako nowy terminal, przystosowany do obsługi superszybkich pociągów AVE, jednak kasy pozostały w starej części, w której w głównym holu urządzono również tropikalny ogród (okazy ok. 400 gatunków roślin wraz z palmami, żółwie pływające w sadzawce).

 

 I cała reszta fajnych miejsc, o których jeszcze na pewno napiszę:

Instytu Cervantesa

Pałac królewski:

El Senado:



Dni zapoznawcze

Czas leci strasznie szybko. Co prawda w Alcali jestem dopiero od tygodnia, ale czuje się jakbym przyjechał tu wczoraj. Prawdopodobnie z chwilą rozpoczęcia zajęć dni będą uciekać jeszcze szybciej. Niemniej jednak znalazłem oczywiście czas na małe zwiedzanko i zapoznanie się z miastem...Oto kilka zdjęć z Alcali. Kolejne już niedługo, jak tylko zrobi się un poco zimniej.

Mój fakultet (osobna relacja coming soon!):

Główny budynek uniwersytetu:

Plaza Cervantes, czyli główny rynek w mieście:

Sąsiednia uliczka:

Lokalny klub piłkarski:

Bodaj najbrzydszy dom handlowy jaki widziałem:

6.9.09

Przykazania Leszka Kołakowskiego:

 
Po pierwsze przyjaciele.

A poza tym: 

Chcieć niezbyt wiele. 

Wyzwolić się z kultu młodości. 

Cieszyć się pięknem. 

Nie dbać o sławę. 

Wyzbyć się pożądliwości. 

Nie mieć pretensji do świata. 

Mierzyć siebie swoją własną miarą. 

Zrozumieć swój świat. 

Nie pouczać. 

Iść na kompromisy ze sobą i światem. 

Godzić się na miernotę życia. 

Nie szukać szczęścia. 

Nie wierzyć w sprawiedliwość świata. 

Z zasady ufać ludziom. 

Nie skarżyć się na życie. 

Unikać rygoryzmu i fundamentalizmu.

----------------

Przykazania prof. Kołakowskiego przeczytałem kiedyś w jego książce "Mini wykłady o maxi sprawach". Trudno się z nimi nie zgodzić, choć nad pewnymi można by dyskutować...

4.9.09

Pierwsza fiesta

Pierwsza impreza Erasmusowa za nami. Tym razem znaleźliśmy Gabanne (chyba w każdym mieście jest klub o takiej lub podobnej nazwie) bardzo szybko. Klub jest typowo przeznaczony dla zagranicznych studentów. Na przykład od 22 do 24 piwo i Sangria są za darmo. Oczywiście piwo leją w śmiesznych ilościach, ale brytyjskim dziewczyną w zupełności to wystarcza, żeby się upić. Impreza była raczej spokojna. Ludzi w sumie nie jakoś mega dużo. Myślę, że Alcala jeszcze się rozkręci. Tak czy tak najbardziej czekam na fiesty w Madrycie. A klubów jest tam ponoć więcej niż aptek.

Odwiedził nas dzisiaj właściciel mieszkania seńor Juan a.k.a. el matador. Prawnik od 29 lat, klasyczny hiszpan w wieku średnim, z rozpiętą koszulą. Bardzo miły, twarz przepita, zajmuje się sprawami karnymi. A że przyszedł ze specem od wszystkiego, to udało nam się włączyć wreszcie ciepłą wodę. Wychodząc panowie mocno podkreślili, że są fanami Atletico a nie Realu. Pan złota rączka powiedział nawet, cytuje: "Atletico for life!". 

Ciekawostka na dziś: W marcu tego roku na ulicy przy której mieszkam miał miejsce pochód, w którym uczestniczył sam król Hiszpani Juan Carlos. Powtórka chyba na wiosnę 2010.

Kawałek na dziś: Nicolay feat. Carlitta Durand - ‘Lose Your Way' 

3.9.09

Hiszpański dziekanat

Jak na Erasmusa przystało trzeba się zarejestrować w dziekanacie uniwersytetu przyjmującego. W sumie najpierw jest rejestracja ogólna, potem w specjalnym oddziale dla Erasmusów i na koniec na wydziale. Trochę sobie pobiegałem od jednego biurka do drugiego, ale wszyscy byli mega mili. Z angielskim różnie to u nich bywa. W głównej rejestracji pani nie znała nawet słowa "student card". Na wydziale prawa już trochę lepiej, ale zrozumiałym angielskim posługiwali się tylko w biurze Erasmusa. Nie ma się czemu dziwić, bo przecież nie przyjechałem tu studiować po angielsku. Mam nadzieję, że jak będę wyjeżdżał, to mój hiszpański pozwoli mi na zamienienie kilku słów z paniami w dziekanacie.

Tym bardziej cieszę sie z kursu, który uniwersytet organizuje za friko. Dzisiaj miał miejsce test, który składał się ze 100 pytań. Po 50 spojrzałem na Paula, który siedział przede mną i stwierdziliśmy, że trochę przesadzili z ich liczbą. Nie był jakiś mega trudny, ale jak przyszło do rozwiązywania pytań z rozróżnieniem czasów to prowadził mnie tylko instynkt. Na końcu jeszcze krótki list do napisania i jeszcze krótsza rozmowa. Wyniki chyba w poniedziałek. 

Po wczorajszym niepowodzeniu imprezowym dzisiaj już na pewno znajdziemy klub i poznamy choć kilka procent tego 1000 Erasmusów...

A tu jeszcze salon i kuchnia:

Kawałek na dziś: fLako feat Dirg Gerner - Need You 

2.9.09

No to się zaczęło...

Dzisiaj koło południa dotarłem do Madrytu. Przywitało mnie ponad 30 stopni i czyste niebo. Z lotniska Barajas do Alcali de Henares jest trochę kilometrów, więc zanim dotarłem na C/Colegios trochę się nachodziłem (do metra, potem na dworzec i z 1 km do mieszkania). Pierwsze wrażenie związane z Alcalą nie było miłe. Od strony dworca miasto nie jest ciekawe. Po kilkuset metrach zmieniłem jednak zdanie. Dotarłem do starego miasta, gdzie przez następny rok będę mieszkał i bez zastanowienia uznałem, że bardzo się z tego cieszę. 

Mieszkanie znalazł Hiszpan Eduardo. Oprócz niego dzielę piso z Mateo z Włoch i Paulem z Anglii. Wszyscy wydają się bardzo mili. Niestety Mateo i Paul zostają w Alcali tylko pół roku. Mieszkamy w centrum miasta. W zabytkowej dzielnicy. Mało tu studentów, bo ci albo siedzą na campusie albo w brzydkiej części miasta. Miałem więc sporo szczęścia z mieszkaniem. 

Dzisiejszy wieczór miał być swego rodzaju rozpoczęciem Erasmusa ekipy z C/Colegios, ale wyszło na to, że nie znaleźliśmy głównego Erasmusowego klubu i zakończyło się na Apocalipto na kanale „Cuatro” z Heinekenem w ręcę.

Ciekawostka na koniec: w Alcali jest ponoć 1000 studentów, korzystających z dobrodziejstw programu Erasmus. Wyobraźcie sobie tylu zagranicznych studentów w Poznaniu, który jest kilka razy większy...

Mój mini pokój, ale za to z balkonem!


I jeszcze widok z balkonu, który mamy w salonie:

Kawałek na dziś: J.Dilla - Ghetto Love